środa, 7 maja 2014

Rozdział I

Teraz, kiedy już się mniej więcej przedstawiłam, a żadny potwór (oprócz leżącego mi na kolanach Scotta, który ślini się przez sen) nie chce zrobić mi krzywdy, mogę opowiedzieć, jak to się stało, że pan Bob Walker, nasz nauczyciel matematyki, chciał nas zabić. Nie jest to jakaś specjalnie interesująca historia, chyba że bawi was moja głupota, ale jest niezwykle ważna część naszego życia, więc radzę to przeczytać, bo inaczej możecie mieć spore braki i nie wiedzieć o co chodzi. A jak mówi siedzący obok mnie Dave, któremu już zdążyłam to wszystko opowiedzieć, moja głupota nie jest aż taka zła, gdy nie przebywa się ze mną w jednym pomieszczeniu. 

No więc ten dzień zaczął się normalnie, jak każdy normalny dzień w szkole. Obudziłam się wcześnie, czyli tak około 9 (naprawde, jak na mnie to bardzo wcześnie, szczególnie, że do szkoły miałam na 10) i rozejrzałam się po pokoju. Spoko, jak na mnie to nawet był tam nawet porządek. No bo porozrzucane po pokoju ubrania, kosmetyki, książki i czasopisma nie zaliczają się do bałaganu, prawda? Pozbierałam z dywanu podręczniki na dzisiaj, wrzuciłam je do plecaka i zeszłam na śniadanie w mojej cudownej piżamce w małe nieroperki. Chociaż nie miałam dzisiaj pierwszej lekcji, bo normalnie zaczynam o 9, i tak wolałam wstać wcześniej, bo byłam zbyt leniwa, żeby potem samemu zrobić sobie śniadanie. Wchodzę więc do kuchni, a tam co? 
Taty znowu nie ma, a przy stole siedzi sobie Scott i najzwyczajniej w świecie zajada płatki z mlekiem. 
- Scott, lamusie, co ty tu robisz? - podbiegłam do niego i trzepnęłam w głowę. - Dlaczego zjadłeś całe czekoladowe płatki? Teraz będę musiała zjeść te owsiane, a sam wiesz, że smakują one jak trociny, którymi wyściela się klatkę dla chomika! 
- Mi również bardzo miło panienkę widzieć, panienko Jaqueline - Scott pokłonił się z udawanym dostojeństwem i podał mi drugą porcję płatków, na szczęście również czekoladowych, bo nie wiem, co bym zrobiła. - Panienki ojciec znowu wyjechał i nakazał mi, żebym rano wpadł do panienki i ją obudził, bo inaczej panienka nie raczy podnieść swej wielmożnej dupy z łóżka i wstać do szkoły. Ach, zapomniałbym jeszcze przekazać, że ma panienka uroczą piżamkę. 
- Och, odczep się już z tą panienką - mruknęłam i walnęłam go pięścią w ramię, co Scott skwitował krótkim parsknięciem. Chociaż on ciągle wkurzał mnie, a ja ciągle wkurzałam jego, nie umieliśmy bez siebie przeżyć. Byliśmy nierozłączni, więc jeśli któregoś z nas nie było, to znaczyło, że jest chore. 
Scott jest przystojnym, starszym ode mnie o rok chłopakiem, z pięknymi, prawie czarnymi oczami, czarnymi włosami i śniadą cerą. Jest wysoki, szczupły i całkiem nieźle umięśniony, bo gra w szkolnej drużynie koszykówki. 
Chociaż wszystkie dziewczyny w szkole uważają go za "niezłe ciacho", ja nie mogę myślec o nim inaczej niż o przyjacielu, on o mnie tak samo. Po prostu za długo się znamy i zgodnie stwierdziliśmy, że nie moglibyśmy chodzić z kimś, z kim w wieku 5 lat kąpaliśmy się w jednej wannie. 
Kiedy wreszcie zjedliśmy śniadanie, przy okazji cały czas nawalając się kawałkami skórki od tostów, zorientowałam się, że do przyjazdu szkolnego autobusu zostało mi tylko 20 minut, co było czasem prawie niemożliwym do wyszykowania się. 
Błyskawicznie pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w pierwsze wyciągnięte z szafy na chybił trafił ubrania, czyli zwykłą białą bluzkę na długi rękaw, czarne rurki i za dużą, zapinaną na zamek, czerwoną bluzę z kapturem, która, jakżeby inaczej, należała wcześniej do Scotta, ale z niej wyrósł. Dopiero gdy byłam ubrana, stanęłam przed lustrem, z zamiarem rozczesania włosów. 
Moje włosy są piękne, tak samo jak cała reszta mojej cudownej osoby. Są długie, jedwabiste, idealnie proste i kruczoczarne. Tak samo jak piękne niebieskie oczy, idealnie biała cerę, czerwone usta i ogolnie wyglądam jak cudowna współczesna wersja Królewny Śnieżki, którą wszyscy kochają. 
David siedzący obok mnie na siedzeniu i czyta mi przez ramię dosłownie popłakał się ze śmiechu (z dwojga złego lepiej tą stroną, no nie?), czytając to co napisałam. Mówi, żebym nie marudziła, bo takich ideałów nie ma, a ja też jestem ładna, taka jaka jestem. 
Taaa, chciałoby się. Więc jak wyglądam naprawdę? 
Naprawdę też nie jestem jakoś bardzo brzydka, (chyba). Mam długie (trochę za łopatki, ale dla mnie to są długie), lekko falowane czekoladowe włosy z kilkoma jasniejszymi pasemkami od słońca, ogromne czekoladowe oczy o migdałowym kształcie, drobny nos, pełne usta i wysoko położone, wydatne kości policzkowe. 
Wiem, że po opisie można sądzić, że jestem jakąś idealną pięknością, albo coś, ale niestety, to tylko opis. W rzeczywistości jest naprawdę o wiele gorzej i zdaniem wielu ludzi, wyglądam jak jakiś menel. 
Dave oczywiście śmieje się ze mnie, że przesadzam, ale ja wiem swoje. Bo jeśli byłoby inaczej, to czemu w drodze do szkoły zaczepił mnie jakiś bezdomny, witając się ze mną, a Scottowi, ubranemu ciemnoniebieskie dżinsy i koszulę w kratkę posłał nienawistne spojrzenie? 
Przez to i kilka innych przypadkowych zdarzeń, takich jak między innymi uciekający autobus, spóźniłas się na pierwszą lekcję, czyli matematykę z profesorem Bobem Walkerem. 

Zapukałam do drzwi i słysząc sarkastyczne 'prosze' (skąd on wiedział, że to ja, jest jasnowidzem czy co?), otworzyłam drzwi. 
- Och, kogo my tu mamy, nasza ukochana panna McCall - jego głos aż ociekał sarkazmem. 
- Taaa, też się cieszę, że pana widzę - wymownie przewróciłam oczami i z cichym westchnięciem opadłam na swoje miejsce. 
- No cóż, jest pani spóźniona 16 minut, a można wejść na lekcję do 15 minut spóźnienia - uśmiechnął się szelmowsko, patrząc na zegarek. Stłumiłam w sobie ciętą ripostę, że matematyk powinien umieć prawidłowo odczytywać zegarek, nie chciałam mieć jeszcze większych kłopotów. Zamiast tego tylko wzruszyłem ramionami. 
- No cóż, jestem pewna, że gdy przed chwilą patrzyłam na zegarek byłam spóźniona tylko 13 minut, jeśli jednak pan uważa inaczej, panie profesorze, mogę zaraz wyjść - mój głos aż ociekał sztuczną słodyczą. 
- Ależ nie, panno McCall, jak pani już tu jest, to niech pani zostanie, nie zmienia to jednak faktu, że i tak ma pani nieobecność. 
Spojrzałam na niego pełnym nienawiści wzrokiem i wyjęłam z plecaka książki. 
Spoko, skoro i tak mam nieobecność, to mogę się lenić. Całkowicie ignorując nauczyciela gadającego coś o jednomianach, wyciągnęłam z kieszeni iPoda i słuchawki i przymknęłam powieki, całkowicie oddając się muzyce.
Nagle wyczułam że coś jest nie tak. Delikatnie otworzyłam oczy, by spojrzeć prosto w czerwoną z gniewu twarz wkurzonego Walkera. 
- McCall! Dość! Mam tego absolutnie dość! Jak ty się zachowujesz?! Nieuważa, słucha muzyki a do tego podśpiewuje na lekcji matematyki! I jeszcze jak okropnie fałszuje! Dość już tego wszystkiego! Dostajesz uwagę! 
Przeciągnęłam się leniwie i wyciągnęłam słuchawki w uszu, cały czas bezczelnie patrząc się w twarz nauczyciela. 
- A jak ma pan zamiar wyjaśnić moim rodzicom, że dostałam uwagę na lecji, na której mnie nie było? 
Walker, cały czerwony na twarzy, otwierał i zamykał usta, jak ryba, którą ktoś wyjął z wody. Po prostu go zatkało. 
Po chwili rozbrzmiał dzwonek na przerwę, więc szybko zgarnęłam swoje rzeczy, z zamiarem wybiegnięcia z klasy i ucieczki na korytarz. Niestety, mój plan nie wypalił, jak zwykle zresztą. Tuż przy samych drzwiach zatrzymał Walker położył mi dłoń na ramieniu, skutecznie uniemożliwiając ucieczkę. 
- Chwileczkę, McCall, ty zostajesz - syknął mi do ucha, wbijając paznokcie w ramię. - Martin, ty również. Chcę z wami przez chwilkę porozmawiać - uśmiechnął się demonicznie. 
- Czy może mnie pan łaskawie puścić, do cholery? - strąciłam jego rękę z ramienia i cofnęłam się lekko, żeby znaleźć się poza zasięgiem jego ręki, lecz gdy ponownie na niego spojrzałam, przeżyłam lekki szok. 
W miejscu, gdzie przed chwilą stał nauczyciel, było teraz coś strasznego. Walker zamienił się w ogromnego potwora o ciele lwa, z nietoperzowymi skrzydłami i kolcem jadowym skorpiona. Trochę wstyd się przyznać, ale byłam przerażona. 
Melissa, mama Scotta wcześniej opowiadała nam trochę o bogach i herosach, jednak byłam pewna, że to tylko bajki! Naprawdę nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. 
- Jackie, szybko, uciekaj! - usłyszałam za sobą krzyk przyjaciela, więc posłusznie schowałam się w łazience, wyjęłam pamiętnik i zaczęłam pisać. Jeśli przez ten cały czas nie potrzebowałam psychologa, to chyba tylko dzięki pisaniu.  
Nagle usłyszałam jakiś syk i stłumiony okrzyk Scotta.
- Daj mi Córkę Zwycięstwa! - zawył potwór. 
- Spierdajaj - odpowiedział Scott, odpluwając krwią. Pózniej jeszcze jeden okrzyk. I jeszcze jeden. Wszystko odbywało się tuż przy drzwiach do łazienki, w której ja byłam schowana. 
Pieprzyć to, pomyślałam i z dzikim wrzaskiem wybiegłam z łazienki, ściskając w ręce nóż sprężynowy, który kiedyś dał mi tata, ze słowami, że będę wiedziała, kiedy go użyć. Cóż, teraz nie byłam pewna absolutnie niczego, ale stwierdziłam, że użycie go, to wcale nie taki zły pomysł. Taa, szkoda tylko, że w życiu nie używałam nic ostrzejszego, od tępych nożyczek z zaokrąglonymi końcami, bo nawet chleba nie umiałam sobie sama ukroić, bez odkrojenia sobie palców. 
Na nieszczęście (albo może na szczęście, sama nie wiem) mam ADHD, które w tej konkretnej sytuacji bardzo się  przydało. Zamiast patrzeć się bez sensu na potwora i czekając aż mnie zje, po prostu kliknąłem jedyny znajdujący się na nożu przycisk, co poskutkowało wysunięciem sie ostrza. 
Nie było to jednak ostrze noża. Teraz w ręce trzymałam piękny około metrowy dwusieczny miecz, z rękojeścią w kształcie anielskich skrzydeł. Z miejsca go pokochałam. 
Mantikora chyba przestraszyła się broni, a przynajmniej ja tak uważam, bo Dave twierdzi, że przestraszyła się jego, Alexandra, Taylora i Elisabeth, którzy właśnie przybyli nam na odsiecz, bo wyskoczył przez okno i uciekł. Dokładnie w tym momencie potknęłam się o własne nogi i walnęłam głowa kant ławki, przy okazji tracąc przytomność. 
Pózniej, kiedy się obudziłam, byłam już w samochodzie, w drodze do miejsca zwanego Obozem Herosów. 
No dobra, muszę już przestać pisać, bo właśnie dojechaliśmy na miejsce i wszyscy się na mnie wkurzają, że tak długo się zbieram. 
No dobra już dobra, już idę! Nie musicie od razu mi grozić! 
Więc, moi kochani czytelnicy, ciąg dalszy nastąpi... 
~~~~~ 
Oto pierwszy rozdział, o którym zupełnie nie mam zdania :/ Pozostawiam go więc do waszej oceny :3

17 komentarzy:

  1. Moim zdaniem rozdział jest świetny XD jest potwór i jest też humor XD cudo! ;*
    podoba mi się pomysł z pamiętnikiem i reakcje Jacquie (nie wiem jak to się pisze XD i ty mi mówisz, że wymyślam trudne imiona? :P)
    no i Scotta bardzo polubiłam XD
    tylko nie ogarniam, kim są: David, Alexander, Taylor i Elisabeth... czegoś nie doczytałam czy tak ma być? pewnie to pierwsze ;_; ;)

    Hmmm... To brzmi znajomo...:
    "Zapukałam do drzwi i słysząc sarkastyczne 'prosze' (skąd on wiedział, że to ja, jest jasnowidzem czy co?), otworzyłam drzwi.
    - Och, kogo my tu mamy, nasza ukochana panna McCall - jego głos aż ociekał sarkazmem.
    - Taaa, też się cieszę, że pana widzę - wymownie przewróciłam oczami i z cichym westchnięciem opadłam na swoje miejsce.
    - No cóż, jest pani spóźniona 16 minut, a można wejść na lekcję do 15 minut spóźnienia - uśmiechnął się szelmowsko, patrząc na zegarek. Stłumiłam w sobie ciętą ripostę, że matematyk powinien umieć prawidłowo odczytywać zegarek, nie chciałam mieć jeszcze większych kłopotów. Zamiast tego tylko wzruszyłem ramionami.
    - No cóż, jestem pewna, że gdy przed chwilą patrzyłam na zegarek byłam spóźniona tylko 13 minut, jeśli jednak pan uważa inaczej, panie profesorze, mogę zaraz wyjść - mój głos aż ociekał sztuczną słodyczą.
    - Ależ nie, panno McCall, jak pani już tu jest, to niech pani zostanie, nie zmienia to jednak faktu, że i tak ma pani nieobecność.
    Spojrzałam na niego pełnym nienawiści wzrokiem i wyjęłam z plecaka książki.
    Spoko, skoro i tak mam nieobecność, to mogę się lenić. Całkowicie ignorując nauczyciela gadającego coś o jednomianach, wyciągnęłam z kieszeni iPoda i słuchawki i przymknęłam powieki, całkowicie oddając się muzyce.
    Nagle wyczułam że coś jest nie tak. Delikatnie otworzyłam oczy, by spojrzeć prosto w czerwoną z gniewu twarz wkurzonego Walkera.
    - McCall! Dość! Mam tego absolutnie dość! Jak ty się zachowujesz?! Nieuważa, słucha muzyki a do tego podśpiewuje na lekcji matematyki! I jeszcze jak okropnie fałszuje! Dość już tego wszystkiego! Dostajesz uwagę!
    Przeciągnęłam się leniwie i wyciągnęłam słuchawki w uszu, cały czas bezczelnie patrząc się w twarz nauczyciela.
    - A jak ma pan zamiar wyjaśnić moim rodzicom, że dostałam uwagę na lecji, na której mnie nie było?
    Walker, cały czerwony na twarzy, otwierał i zamykał usta, jak ryba, którą ktoś wyjął z wody. Po prostu go zatkało. "
    Hmmm... pisałaś coś podobnego na naszego bloga :P mam deja vu XD

    no więc krótko mówiąc masz mega talent, świetnie piszesz i to jest cudowny rozdział! <3

    czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, chociaż przesadzasz <3
      Scotta nie da sie nie lubić XD A o Davidzie, Alexandrze, Taylorze i Elisabeth będzie pózniej ;)
      Imie głównej bohaterki to Jacqueline (No co w tym trudnego? ;P) chociaż bardziej Jackie, a to pisze sie akurat dosyć prosto XD
      Ten fragment jest taki troszkę (bardzo XD) podobny, ale to dlatego, bo to mi idealnie pasowało ;*

      Usuń
  2. Świetne!
    Genialnie piszesz! I jaki humor... :D
    Tak... Scotta nie da się nie lubić, ale strasznie kojarzy mi się ze Scottem z Teen Wolf :) Jak go sobie wyobrażam, to wygląda identycznie ;P
    Zeusie... Nie potrafię zapamiętać tego jej imienia... Jak to szło? Jacqueline?
    Tylko jeden błąd... "a żadny potwór" - powinno być "a żaden potwór" :)

    Pozdrawiam, weny i żelków życzę i z rosnącą niecierpliwością czekam na następny,
    Spite, ze łzami w oczach, bo właśnie obejrzała "Zieloną Milę"... :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scott ma kojarzyć się ze Scottem z Teen Wolfa XD Taki był zamiar XD Zresztą w bohaterach też tak jest ;)
      A imię głównej bohetarki to po prostu Jackie XD Jacqueline jest zbyt oficjalne ;*
      Błędy następnym razem postaram się wyeliminować, dzięki, za zwrócenie mi na to uwagi ;) Ten akurat był czysto stylistyczny, więc to zwykłe zaniedbanie, ale zwykłe ortograficzne i interpunkcyjne będą sie zdarzały raczej często, bo mam dysleksję i literki mi się mylą XD
      Dziękuję za miłe słowa, wenę i żelki :3
      PS.: Oglądałaś Teen Wolf? O.o

      Usuń
    2. Pierwszy sezon... Nie pamiętam, czy zaczęłam drugi... Po prostu nie miałam czasu, a potem mi się zapomniało... ;P

      Usuń
    3. To oglądaj dalej ;)
      Pierwszy jest lekko gówniay, drugi już lepszy, trzeci naprawdę dobry, a trzebi B to już arcydzieło *o*

      Usuń
  3. co by ci tu napisac...
    zajebiste!!!
    humor genialny, dialogi tez, WSZYSTKO!!!
    a Scott najbardziej. tylko wiecznie bedzie mi sie kojarzyl ze Scottem z Szeptem :( CZEMU?!!!
    powracajac do tematu (choc moze nie do konca)
    kim jest David? bo ja tak jakos go nie kojarze. i Alexander, Tylor i Elizabeth. sa w zakladce bohaterowie, a Laciata jest tak nieogarnieta ze nie zwrocila uwagi na imiona tylko na obrazki xD
    zycze duuuuuzo weny zelkow nutelli
    Laciata, ktora znow nie robi polskich znakow, bo ma dziwny telefon xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż przesadzasz XD
      Nie mam pojęcia, czemu Scott kojarzy ci się ze Scottem z szeptem... Hmmmm, może dlatego, że też nazywa się Scott? No dobra, nieważne XD
      A David, Alexander, Taylor i Elisabeth to bardzo ważni bohaterowie, którzy pojawiają się już w kolejnym rozdziale, więc wytrzymaj XD
      Dziękuję za wenę i za nutelle, po żelkach niestety już mi nie dobrze, bo zjadłam 3 wielkie paczki misiów haribo, które znalazłam w szafce XD No dobra, za żelki też dziękuję XD

      Usuń
  4. Czytając ten rozdział, krztusiłam się ze śmiechu.
    Naprawdę.
    Siedziałam sobie w szkole pod salą od przyrody i śmiałam się wniebogłosy, a moja koleżanka stwierdziła, że chyba mi się już szkoła na mózg rzuciła XD. Nie, żeby to było takie znowu kłamstwo.
    Ale w każdym razie rozdział jest po prostu genialny *o* Poczucie humoru głównej bohaterki bardzo mi się podoba, ale i tak najlepsza była jej rozmowa z nauczycielem. Dlaczego zawsze nauczyciele matmy są potworami XD? Przypadek? XD Czekam na rozdział drugi. I też mogę Ci życzyć weny i żelków, chociaż czekolada chyba lepsza.
    Pozdrawiam
    Adżes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasem mam XD Po prostu siedzę sobie i się śmieję a ludzie dookoła chcą wsadzić mnie w kaftan bezpieczeństwa XD
      Bardzo się cieszę, że ci się podoba, rozmowa z nauczycielem została wymyślona już wcześniej i użyta na moim innym blogu, ale stwierdziłam, że tu akurat bardzo pasuje XD
      A zawsze nauczyciele od matmy dlatego, bo uczą czarnej magii i niedowaolonych zaklęć typu sinus cosinus tanges cotanges XD Chociaż nie narzekam, bo moja pani od matematyki jest bardzo miła i może być co najwyzej przyjaznym damskim cyklopem XD
      Bardzo dziękuję za wenę, zelki i czekoladę, zawsze się przydają XD

      Usuń
  5. Super piszesz, duzo weny ci zycze ^^.pysia

    OdpowiedzUsuń
  6. To jeszt zajebiszte x_x

    OdpowiedzUsuń
  7. Co dopiero odkryłam Twojego bloga. Jest bardzo fajny :D Nieźle piszesz :)

    OdpowiedzUsuń